Koniec tutaj... początek gdzie indziej. Bo życie toczy się dalej, wena czasem mnie jeszcze dopada, a walka z administratorami tego serisu o poprawienie wielu podstawowych błędów przestała mnie już bawić. Zatem chętnych do dalszego śledzenia losów ote zapraszam do kontaktu na nk, meilowego, gadu-gadowego lub każdego innego dostępnego:)
Najnowsze Wpisy
… zestarzałam się…. szare komórki nie chcą pracowac… myśli ciągle uciekają w stronę potomstwa i spraw związanych z nim… a tu trzeba się zebrac w sobie i w koncu zaczac się uczyc bo…. SESJA ZA PASEM…. Uff w końcu to wydusiłam, a myślałam, że już nigdy ta kwestiia mnie nie będzie dotyczyła… przede mną same zaliczenia na ocenę, egzaminy i jedna praca do napisania… i oczywiście znów reguła „kiepski wykłądowca – hardcorowy egzamin” się sprawdza…
… na froncie domowym lekkie spięcia… o błachostki i duperele, ale i o sprawy priorytetowe… najgorsze w tym wszytskim, że ciągle o to samo… czasem czuję się jakbym waliłą głową w mur… a czasem mam wyrzuty sumienia, że niepotrzebnie się czepiam… ech chyba nie pozostaje nic innego jak tylko się przyzwyczaic do takiej sinusoidy naszego małżeńskiego pożycia…
… a Jaś – nasz aniołeczek- jest rozkoszny… w dzień pięknie się bawi, wieczorami sam zasypia, w nocy też daje nam się wyspacJ nic tylko robic kolejne ;) jedyny problem to jedzenie – ostatnio muszę się nieźle nagimnastykowac, żeby Jasiek zjadł przewidzianą dla niego porcję mleka, za to zupki i owocowe deserki wcina bardzo chętnie i po tatusiu odziedziczył zamiłowanie do mięsa – chociaż w jego potrawach ja go wcale nie wyczuwam – on najchętniej otwiera paszczę do zupek z indyczkiem czy kurczaczkiem…
… i jeszcze jedna ciekawostka – po diagnozach – zbyt wiotki, za mało napięty w barkach, przyszła pora na diagnozę – zbyt napięty w nóżkachJ … już mnie to bawic zaczęło – ale na rehabilitację chęnie się wybiorę, będziemy mogli podpatrzec jak stymulowac naszego Synusia…
…źle się dzieje w Państwie Duńskim… prześladuje nas jakieś fatum… najpierw Wojtek zgubił okulary (jego ulubione, moje znienawidzone, ale niezbędne do prowadzenia samochodu w słoneczne dni), potem zapomniał zabrać spod windy walizkę z Jaśkowymi ubrankami ( i kilkoma moimi jak się później okazało) – ktoś oczywiście wykorzystał ten fakt i wszystko poszło w piz** … do tego siostrzeniec małżonka wypiął się na efekt pracy zleconej i w ten oto sposób zapłaty – zero, czasu zmarnowanego – od metra… oczywiście małżonek położył po sobie uszy – chciał skończyć na meilu pt. „tak się nie robi stary” – ale żona czyli ja tak łatwo nie daję się „wypstrykać” więc powiedziałam chłopakowi kilka ciepłych słów i już na pewno uchodzę za niezłą heterę… po drodze – po odmowie przez potencjalną chrzestną „podania” Jaśka – odmówiła ona też przyjazdu bo – UWAGA – obiady jada z mężem a on pracuje i przyjechać nie może… reszta rodzinki z tamtej strony też wypięła się dupą mając za wymówki a) pracę ( tiruriru – raczej skrępowanie zachowaniem męża alkoholika vel brak kasy na prezent za to na 30 kredytów – a i proszę) b) małe dziecko (starsze dziecko od Jaśka o miesiąc a podróż dla niego 140 km to za dużo, w sumie nie ma się co dziwić skoro jego „spacery” zahaczają jedynie o balkon, no raz na tydzień o spacer po parku) … c) dużo nauki – uwaga- w NIEDZIELĘ… i tak oto nawet na zdjęciach tej rodziny mieć nie będziemy – może to i dobrze – sami się odcinają – my nie będziemy musieli niszczyć zdjęć … a wczoraj na dokładkę dostałam mandat – za złe parkowanie… jakiś służbista chyba chciał wyrobić normę, bo nigdy w tym miejscu mandatów nie wlepiali, pan strażnik miejski poinformował mnie, że mogę iść do sądu się odwołać - a sam chyba nie do końca wierzył, że jego kolega się przyczepił, bo nie bardzo miał podstawy – ale wezwanie wezwaniem – mandat trzeba wlepić , a ja nie mam czasu na głupią szarpaninę… i tak oto uszczupliłam nasz i tak już nadwyrężony budżet o kolejną stówkę… wszystko to sprawia że jestem sfrustrowana, przemęczona, wiecznie boli mnie głowa i nie mam na nic siły i ochoty, w nocy spać nie mogę, a brak apetytu Jaśka doprowadza mnie do furii, której nawet wyładować nie mogę… jedyna radość z życia – postępy Brombla i jego rozbrajający uśmiech kiedy próbuję go uraczyć pysznym mleczkiem…
p.s. w kinie - multibabykinie - było super - Jasiek okazał się kinomanem, wielki telewizor wręcz go zahipnotyzował, trochę pomarudził, zasnął na jakieś 20 minut, ale kiedy zaczęły się pikantniejsze sceny - szybciutko wrócił do wlepiania się w piekną Penelopę:) z pewnością jeszcze kiedyś powtórzymy ten miły przerywnik codziennej rutyny:)
…święta święta i po świętach – jak to słusznie zauważyła Bansia… generalnie było przyjemnie… ale i tak się cieszę, że już po… bo jednak wszystko było bardziej męczące niż relaksujące… a po świętach zostało kilka czystych knotów, porządek w szafkach, masa jedzenia i czyste okna – do pierwszego deszczu… w poświąteczną środę Wojciech wyruszył w delegację, a ja pod jego nieobecność udzielałam się z Jaśkiem towarzysko… odwiedziliśmy przy okazji Łazienki i poznaliśmy przesłodkie bliźniaki… a jak mąż wrócił – ja wybyłam – na uczelnię … i tak oto ostatnimi czasy życie rodzinne nam się rozmija… nadrobimy mam nadzieję w ten weekend, chociaż szykują się kolejne rajdy rodzinne tym razem – trzeba bowiem pozapraszać najbliższych na chrzciny i poprosić „nową chrzestną” … „stara” wykręciła się przysłowiowym sianem i kij jej w oko – skoro dla niej bycie chrzestną łączy się z dawaniem prezentów – to nie była najwidoczniej dobrą kandydatką… powkurzałam się powkurzałam – teraz pozostał tylko żal… mniejsza o większość…
…a jeśli chodzi o Jaśkową eklslorację świata – jesteśmy na etapie rozszerzania doznań smakowych… i na tym polu ujawnia się podobieństwo do tatusia – jeszcze nie spróbuje a już mu nie smakuje… ale niedobra mama jest nieprzejednana w tej kwestii – i dzięki temu teraz Jaś wcina ze smakiem kleik ryżowy, z lekkim niesmakiem wypija soczek jabłkowy, a dziś skończył pierwszy słoiczek jabłuszek, które za pierwszym razem wykrzywiały mu buzię gorzej niż cytryna albo wódka wypijana przez babcię GJ…
...a jutro wybieramy się do multibabykina... filmu Woodego Allena nie mogłam sobie odpuścić... mam tylko nadzieję że Nasza gaduła powściągnie swoje zamiłowanie do publicznego przemawiania:)...
...domek wysprzątany... Wojtek w kolejce na myjnię... lodówka pełna smakołyków... mięsko upieczone aż kusi... babka dochodzi w piekarniku... jeszcze mazurek... jutro pisanki... koszyczek i świętowanie czas rozpocząć... a zatem Wesołych, spokojnych, pogodnych Świąt wszytskim, którzy tu zaglądają:)...
Linki
Brak linkówArchiwum
- listopad 2009
- maj 2009
- kwiecień 2009
- marzec 2009
- luty 2009
- styczeń 2009
- grudzień 2008
- listopad 2008
- październik 2008
- wrzesień 2008
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- kwiecień 2008
- luty 2008
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- sierpień 2007
- lipiec 2007
- czerwiec 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- luty 2007
- styczeń 2007
- grudzień 2006
- listopad 2006
- październik 2006
- wrzesień 2006
- sierpień 2006
- lipiec 2006
- czerwiec 2006
- maj 2006
- kwiecień 2006
- marzec 2006
- luty 2006
- styczeń 2006
- grudzień 2005
- listopad 2005
- październik 2005
- wrzesień 2005
- sierpień 2005
- lipiec 2005
- czerwiec 2005
- maj 2005
- kwiecień 2005
- marzec 2005
- luty 2005
- styczeń 2005
- grudzień 2004
- listopad 2004
- październik 2004
- wrzesień 2004
- sierpień 2004
- lipiec 2004
- czerwiec 2004
- maj 2004
- kwiecień 2004
- marzec 2004
- luty 2004
- styczeń 2004
- grudzień 2003
- listopad 2003
Kalendarz
| pn | wt | sr | cz | pt | so | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |

